|
|
|
|
2007-07-24
Exodus czyli this is the end
|
Konkurs zakończony, zwycięscy nagrodzeni (no prawie;). Jak widzę Ci, co chcieli znaleźli moją nową przystań...
Cóż mogę napisać? Tytuł mówi sam za siebie. Po jakiś dziewięciu miesiącach (plus minus tydzień;) ostatecznie znikam stąd. Trochę się wahałem, trochę mi szkoda tych starych wpisów, które tu zostają, a nie były takie złe... ale chyba duszą jestem w nowym miejscu. Wychodzę zatem z tego Ur chaldejskiego, like Abraham, from Egypt like Moses... i ufam, że to będzie moją ziemią Obiecaną...;) Jeśli więc podrózniku/podróżniczko zaglądasz tutaj, to w swych wędrówkach możesz zajrzeć do mojej "jałowej ziemi".
|
|
Komentarzy:
1
|
|
2007-07-11
Kagemusha
|
Jest to tytuł filmu A. Kurosawy z 1980 roku. Bohaterem tego dzieła jest Takeda Shingen jeden z największych wodzów i mężów stanu okresu sengoku (kraj w wojnie). Tak przy okazji nadmienię tylko, że stoczył on wiele bitew z Nagao Kagetorą (największą była ta pod Kawanakajimą). Film Kurosawy jednak nie opowiada o tych zmaganiach[1]. Tytuł Kagemusha został przetłumaczony jak Sobowtór. I w istocie to sobowtór jest głównym bohaterem tej japońskiej opowieści. Drobny złodziejaszek ocalony przed ukrzyżowaniem na skutek podobieństwa do daimyo. Zaś po śmierci Shingena został postawiony na jego miejsce, aby zmylić wrogów, gotowych wykorzystać straty tak wielkiego autorytetu i wodza, przez klan Takeda. Wartość tego filmu polega na ukazaniu fałszu i pozorów, jakimi żyje świat władzy. O tym, że nawet ci, którzy stworzyli tę intrygę, tę ułudę, sami ulegli jej czarowi. Przypomina to niejako andersenowskie Nowe szaty cesarza. Ale tu zerwanie zasłony złudzeń dokonuje koń wodza, który nie dopuszcza do siebie oszusta. Z drugiej strony sam sobowtór niespodziewanie dla kogoś o takie przeszłości, staje na wysokości zdania. Znajduje w sobie siły, by godnie spełniać zdanie, jakie mu powierzono. Ukazuje to jak pozycja społeczna i postawa życiowa są ze sobą sprzęgnięte: że noblesse oblige, że im większe przywileje tym większe wymagania wobec siebie samego (Choć jak pokazuje współczesna polityka niestety nie zawsze…). Jednak co z tego, skoro tytułowy sobowtór ponosi klęskę… Zresztą nie o samym filmie chciałem mówić. To tylko taki wstęp, który zbyt się rozrósł… Kagemusha można także przetłumaczyć, jako cień wojownika. A dla mnie cień człowieka, bo każdy człowiek toczy swoją walkę o życie. A czym jest cień? Jest czymś, co zawsze towarzyszy człowiekowi. Co odbija kształty człowieka, choć nie zawsze zwracam się na to uwagę. Nie ma go, a przecież jest on nieustannie - towarzyszy w tym życiu. Jest niejako inną częścią nas… No, ale żeby nie odbiegać znowu od tematu, co już czuję, że się dzieje… krótko. Stworzyłem w tym wirtualnym świecie swój cień. Inne ja. Inny blog, gdzie miało być inne aspekty mnie. I coraz bardziej czuję, że ten cień się rozrasta i staje dla mnie ważniejszy, niż to miejsce… Być może niedługo ten blog stanie się cieniem tamtego? A jeśli tak, to lepiej to zapowiedzieć.
I pomyślałem sobie, że może zrobię konkurs;). Wiem, że może być trudne, ale i proste. Trudne, bo blogów są miliony, ale chyba dałoby się odnaleźć inną odsłonę mnie? A może w gruncie rzeczy bardzo podobną, gdyż – jakby nie było – to przecież ja. Czekam więc na wasze propozycje. Adres tego miejsca, która także jest częścią mnie.. Może przy okazji poznacie inne ciekawe blogi, które mi pokażecie? A w nagrodę mogę wysłać jakieś moje opowiadanie, albo też napisać cos specjalnie dla zwycięscy. (chyba, że ta osoba, która znajdzie mój cień, wolałaby coś innego. Jestem otwarty na pomysły:).
[1] - jeśli kogoś interesuje ta rywalizacja to polecam film: Niebo i ziemia (Ten-to chi-to), Japonia 1990, reż. Haruki Kadokawa. |
|
Komentarzy:
4
|
|
2007-07-04
Zabawy z bronią
|
To oczywiście tytuł głośnego filmu słynnego dokumentalisty, albo jak chcą inni manipulatora Michaela Moore’a. Zabawy z bronią to pytanie o przyczyny mnożących się zbrodni z użyciem broni, o przyczyny takich wypadków jak stosunkowo niedawny atak Koreańczyka na terenie uniwersyteckiego campusu Virginia Tech. I jak to ma w zwyczaju Moore nie tylko stawia pytania, ale i daje odpowiedź. A jest nią m.in. dostępność broni, wpływ przemysłu zbrojeniowego, i mediów podtrzymujących poczucie strachu i zagrożenia. Oczywiście zarzucają mu naginanie faktów, kiedy tworzy wypowiedź Charltona Chestona ze zlepku rożnych wyjętych z kontekstu wypowiedzi. Można by też zastanowić się czym w ogóle jest manipulacja, ale nie o to mi chodzi. Przypomniał mi się ten film w kontekście wcześniejszej notatki. A właściwie nie tylko ten film, bo przede wszystkim Pan życia i śmierci (tytuł oryginalny: Lord of War). Film w reżyserii Andrew Niccol’a, z Nicolasem Cagem w roli głównej… Również o broni… o jej nielegalny handlu i przemycie… Jedna broń przypada na 12 ludzi na planecie. Pytanie tylko... Jak uzbroić pozostałych 11? – to zmartwienie głównego bohatera. Ale jak się okazuje Jurij Orłow (N. Cage) jest stworzony do tego interesu i potrafi dostarczyć broń wszędzie i każdemu, kto tylko zapragnie (i ma się rozumieć zapłaci ). Wiele z tych transakcji odbywa się właśnie w Afryce… być może nawet w Sudanie (nie pamiętam). I co w związku z tym? A tylko jedna uwaga. Moneta ma dwie strony. Po jednej jest zawsze symbol państwa, godło postać lub jego ideały, po drugiej wartość (nominał). Państwo to sprawiedliwość, praworządność, w Zachodniej cywilizacji także idee wyrosłe z rewolucji francuskiej Wolność, Równość, Braterstwo. A nominał wiadomo to siła nabywcza, potencjał, potęga, zysk, skarb. I jak moneta ma zawsze dwie strony tak też mają je państwa. I właśnie takie jest credo Pana życia i śmierci. Z jednej strony państwo ściga głównego bohatera, bo łamie zasady tego państwa, bo trzeba bronić ideałów. Ale przecież koniec końców państwo dzięki niemu żyje… tacy jak on napędzają produkcję, zapewniają rynki zbytu, są jak krwinki czerwone, które niosą pokarm wielkiemu organizmowi państwa… Ten film to właśnie ukazje… Milicja dżandżawidów nie walczy łukami, nie wyrabia grotów z krzemienia, nie produkuje sama broni. Oni mają kałasznikowy albo i M16… To są ich „zabawki”. I będą się „bawić” dopóki będą tacy, którzy im dostarczą. A czemu mieliby tego zaprzestać, skoro zarabiają?
|
|
Komentarzy:
0
|
|
2007-07-02
POMÓŻ DARFUROWI!
|
Banner, który bezskutecznie próbowałem dziś wstawić dotyczy właśnie tego miejsca. Darfur to prowincja w Sudanie, która wielkością dorównuje Francji, a zamieszkują go plemiona arabskie, arabo-afrykańskie i afrykańskie Fur (nazwa prowincji to po arabsku właśnie ziemia ludu Fur). Jednak od 2003 roku ta ziemia jest świadkiem wojny domowej, a właściwie to już nie wojna, ale ludobójstwo czarnej ludności tego kraju. Na porządku dziennym są gwałty, palenie wsi, masowe przesiedlenia i wypędzenia… A konflikt rozszerza się już na sąsiedni Czad… Natomiast próby zakończenia tego konfliktu, jakie podejmowały USA, Unia Afrykańska, Unia Europejska, czy ONZ, nie przyniosły dotychczas efektu… Ale to nie znaczy, że można opuścić ręce… A co można? Przypominać tym, którzy decydują o losach świata, co się dzieje w Darfurze. Poruszać ich sumienia… Podpisać apel do władz… najlepiej odwiedzić tę stronę. I polecić ją innym. Tyle chyba możemy zrobić… Nie. Tyle powinniśmy zrobić. Ja już to uczyniłem.
Jeśli chcecie wiedzieć więcej to polecam: blog o Darfurze. A przede wszystkim stronę: Polska dla Darfuru, na której jest wspomniany wyżej apel do władz.
|
|
Komentarzy:
2
|
|
2007-07-02
Inaczej czyli jak zwykle
|
Miało być dziś o kolejnej powieści (z tych zaległych), ale nie będzie. I nie dlatego, że jeszcze tego nie skończyłem pisać, choć jest tak w rzeczywistości. Nie skończyłem jednak pisać, ponieważ -od nie wiem jak wielu godzin - męczę się, aby wstawić banner na moją stronę. Nie, nie jest to żadne banner reklamowy. No, a właściwie jest, bo każde umieszenie jakiejś informacji, linku, czy właśnie bannera ma za zadanie zachęcić do odwiedzenia tej strony. Nie jest to wszakże strona komercyjna. Na takie strony nie mam ochoty tracić czasu (przynajmniej na razie;). Jestem na siebie zły, że nic nie wychodzi z tych prób. Widać, że ten elektroniczny świat mimo, że już od jakiegoś czasu w nim przebywam, wciąż jest dla mnie tajemnicą. I niestety w tym zakresie nie widzę postępu... Co mnie martwi. No ale może kiedyś się uda... może kiedyś będę umiał zrobić tu coś więcej, niż tylko wstawić tekst... Tymczasem miało być inaczej, a jest jak zwykle... nieudanie... Może ktoś wie, jak się wstawia banner? Proszę o pomoc i z góry za nią dziękuję:)
A tak na marginesie, jedyne co mi się dziś podoba, to ta burza za oknem... Gdy wracałem z pracy parno, że nie szkło oddychać, a człowiek się pocił już tylko stojąc na przystanku. A teraz pada, pada i pada... Czasem błyśnie i zagrzmi, ale przede wszystkim pada. Lato mamy jakieś takie w stylu równikowej pory deszczowej. I nie wiem czemu, ale podoba mi się naprawdę niesamowicie... może dlatego, że ten deszcz niesie wspomnienie wcześniejszych deszczowych wakacji. A były takie, i przede wszystkim zapisały się pięknym zgłoskami w mej pamięci... Jednego mi tylko brak. Że w taką pogodę nie mogę chodzić w sandałach...
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Księga gości
| Statystyki |
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
850
|
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
44
|
|
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
4
|
|
|